sobota, 1 marca 2014

Początek

                                                                            ~~~~
                                                              
  - GRYFFINDOR!
Dziewczynka o kasztanowych włosach i zielonych oczach zeskoczyła ze stołka i pobiegła do stołu, oklaskiwana przez Gryfonów. Odetchnęła z ulgą, że to już minęło. Usiadła koło jednego z pierwszoroczniaków, którego widziała już wcześniej w pociągu. Ten uśmiechnął się do niej pewnie i zwrócił wzrok na środek Wielkiej Sali. Najbardziej przerażała ją grupa uczniów „Ślizgonów” siedzących przy stoliku pod ścianą. Sprawiali wrażenie jakby w ogóle nie chcieli tu być.
 - Cześć !
Zielonooka podskoczyła. Obok niej usiadł chłopak z rozczochranymi włosami. I jego widziała wcześniej w pociągu. Obdarował ją szelmowskim uśmiechem i wyciągnął dłoń. Dziewczyna zarumieniła się lekko, uścisnęła ją i powiedziała :
 - Jestem Lily. Lily Evans.
 - A ja James Potter. Miło mi cię poznać. A to mój przyjaciel Syriusz Black.
Wskazał na chłopaka obok.
„ A więc to oni. Ich poznałam w przedziale. I to oni obrażali Severusa….
 - SLYTHERIN !
Chudy i blady chłopiec o tłustych włosach powędrował do stołu Ślizgonów, patrząc z bólem na Lily.
 - Dobrze, że Smarkerus jest w Slytherinie, co nie Syriusz ? – odezwał się James.

    ~~~~~~~~
Lily wspominała to co roku 31 sierpnia. Z roku na rok coraz to bardziej nie nawidziła James’a Pottera. Z roku na rok starała się nawiązać kontakt z Severusem…..Lecz na darmo…. To koniec…..Koniec…
Śmierciożerca…..Śmierciożerca…Koniec….Czarny Pan…


 - Do widzenia, mamo. Mamo…bo się spóźnię ! – powiedziała Lily na peronie 9 i ¾.
Kobieta nie chciała wypuścić córkę z objęć. Zresztą tak było co roku, kiedy miała wsiąść do pociągu i zniknąć z domu na dziesięć miesięcy.
 - Skarbie…ale pamiętaj, ucz się pilnie i zdaj wszystkie te…owu…coś tam..
 - Owutemy ! Owutemy, mamo ! – poprawiła ją zielonooka.
 - No… jak tam mówią… Wierzę w ciebie….
 - Muszę już iść. –i zwróciła się do swojej starszej siostry, Petunii. – Do widzenia Petunio. Do zobaczenia tato.
Oddaliła się, machając jeszcze do rodziców i siostry. Kiedy na kogoś wpadła.
 - Co tak lecisz ?
Był to James Potter. W pośpiechu zmierzwił sobie jeszcze bardziej włosy. Hm… wyprzystojniał…. Za nim jego „paczka” czyli Syriusz Black, Remus Lupin i Peter Pettingrew, szczerzyli zęby, chociaż nie…tylko Syriusz.
 - Pomóc ci z kufrem ? – już sięgał po jej rzeczy, gdy rzekła obojętnym tonem :
 - Ee…Dobrze.
 - Chodź stary, zaraz pozajmują najlepsze przedziały. – odezwał się Black.
 - Sami idźcie ja was później znajdę. – odgonił przyjaciół i został sam z Lily, która teraz usiłowała podnieść swój kufer.
James pomógł jej wpakować bagaż, oparł się o drzwi z zawadiackim uśmiechem.
 -Na co czekasz ?– spojrzała mu w czekoladowe oczy z ciekawością.
 -Tak sobie pomyślałem…umówisz się ze mną ?
 - Och.. Proszę cię daj mi spokój. – odpowiedziała, rumieniąc się.
 - Spokoju ci nie dam. – zaśmiał się cicho i odszedł.
Lily tylko westchnęła. I tak było zawsze, dokładniej od drugiego roku. Podchodził do niej z głupawym uśmieszkiem i pytał, czy nie pomóc ci z kufrem.
Szybko znalazła przedział, gdzie siedziały jej najlepsze koleżanki.
Amanda Stradlin, dziewczyna o blond włosach, ziemistej cerze, lekko przy kości. Bardzo się lubiły już od pierwszego roku. Alicja Foster niska, szczupła szatynka. Poznały się na drugim roku.
 - Hej, Lily. – przywitała ją Amanda. – Znowu Potter cie zaczepił ?
Zielonooka pokiwała głową i opadła na siedzenie.
 - Czego znów chciał ? – zapytała Alicja.
 - No, a czego się można po nim spodziewać. – wtrąciła Amada.

Poczuły dygotanie pod stopami i pociąg ruszył ze stacji. Lily spojrzała w okno, ale nie znalazła swoich rodziców i Petunii.

Zaczynała siódmy rok… to czas by przeżyć niezapomniane chwile…już czas…


Gdy nastał wieczór, przyjaciółki przebrały się w szaty szkolne. Po czym wyszły z wagonu na korytarz, przepełniony innymi uczniami. Kiedy pociąg się zatrzymał wszystkie trzy wyskoczyły na stację w Hogsmeade.
   Razem z przyjaciółkami ruszyły przed siebie. Lily opatuliła się bardziej peleryną.  Nim się obejrzała siedziały przy stole Gryffindoru w Wielkiej Sali, gdzie było ciepło.  Jak co roku uczta rozpoczęła się przydzieleniem przez starą Tiarę pierwszorocznych, przemową dyrektora i co najlepsze, kolacją.
 - Lily, Potter się na ciebie patrzy. – szturchnęła ją Gabriel Johnson, koleżanka, z którą dzieliła dormitorium.
Zielonooka zerknęła w jego stronę. James odruchowo przeczesał palcami włosy i puścił oczko. Dziewczyna udała, że ją to nie interesuje, ale zaśmiała się w duchu i spuściła wzrok.
 - Nie mów, że ci się podoba… - powiedziała Amanda.
 - No…ładny jest… - wyznała Evans z zamieszaniem.

 Kiedy napełnili brzuchy Lily, jako prefekt naczelny odprowadziła pierwszoroczniaków do wieży Gryffindoru wraz z Frankiem Longbottomem. Przeprowadzili ich przez portret w ścianie i usłyszeli zduszone okrzyki młodszych uczniów. Królowały tam barwy czerwieni oraz złota. Wygodne fotele przy kominku, niewielka biblioteczka, portret Godryka Gryffindora…  Frank wskazał im dormitoria dziewcząt i chłopców, po czym rozeszli się. Lily pomknęła do swojej sypialni, którą dzieliła z Amandą, Alicją i Gabriel Johnson. Przebrała się, porwała jakąś książkę i wybiegła do pokoju wspólnego. Zajęła sobie kanapę przy kominku, wyciągnęła się na niej i zagłębiła się w lekturze.
 - Nawet lekcje się nie zaczęły, a ty się uczysz ?
Podniosła głowę znad książki. No tak, James Potter.
 - Co ci do tego ? – spytała oschle, lecz to nie wystarczyło by go spławić.
 - Mogę tu usiąść ? – wskazał na miejsce obok niej.
 - Dlaczego pytasz ? – opowiedziała pytaniem na pytanie.
 - Bo jak w tamtym roku usiadłem koło ciebie zaczęłaś na mnie wrzeszczeć.
 - Przeszkadzałeś mi w odrabianiu pracy domowej. – odparła z pretensją.
James zaśmiał się cicho i usiadł. Ni z tąd, ni z owąd wyjął pióro i pergamin i zaczął coś skrobać. Lily ukradkiem zerkała na niego. Tak ją denerwował, a tak pociągał, ale nie da tego po sobie poznać i nigdy nie umówi się z nim. Tak właściwie to zapomniała dlaczego go nie znosi…. Myśli o Severusie przyszły nieoczekiwanie, jak on mógł ją tak traktować, kiedyś nawet nazwał ją „szlamą”. Zabolało, bardzo.
 - Co mi się tak przyglądasz ? – spytał James, rozbawiony.
 - Yy…. Wcale się na ciebie nie patrze. – skłamała, czerwona na policzkach. – Wiesz co ci powiem. Jak nie jesteś z tą swoją „paczką” to jesteś całkiem do zniesienia.
James po raz wtóry dostał w jej obecności ataku paniki. Oderwał kawałek pergaminu i naskrobał na nim coś. Zwinął papierek. Wstał z kanapy i jednym ruchem włożył liścik pomiędzy strony książki, którą czytała Lily. Nim zielonooka się zorientowała, Potter czmychnął do swojego dormitorium.
 Rozwinęła papierek, spojrzała na szerokie i pochyłe pismo, gdzie było napisane :

                                                     Umówisz się ze mną ?

Długo nie mogła oderwać wzroku od zwitku pergaminu. To było takie urocze, ale nie przestawała sobie wmawiać, że się z nim nigdy nie umówi. Włożyła liścik tam gdzie skończyła czytać. Wstała z kanapy i pobiegła do swojego dormitorium.


 James wpadł cały w nerwach do sypialni, którą dzielił z Syriuszem, Remusem i Peterem.  Łapa siedział przy stoliku z piórem w ręce, główkując nad czymś. Lunatyk z Glizdogonem obok niego.
 - No i jak ? Zgodziła się ? – zapytał Syriusz, podnosząc głowę znad pergaminu.
 - Nie wiem…uciekłem. – wyznał zawstydzony.
 - A dałeś chociaż jej liścik ? – znów spytał wyraźnie rozczarowany postawą przyjaciela.
 - No tak.
Podszedł do stolika, przy którym wszyscy trzej siedzieli. Zajął miejsce koło Syriusza.
 - Nie wiem, gdzie umieścić pokój nauczycielski….no i ten gabinet Filtcha….- mruknął Łapa.
 - Troche zgłodniałem. – burknął James.
 - No to jak ? Wyprawa do kuchni ? – zapytał uradowany Syriusz.
Potter zaśmiał się co oznaczało : tak. Wstał od stołu, podszedł do swojego łóżka i otworzył kufer. Pogrzebał w nim, aż w końcu znalazł to czego szukał… Peleryny- Niewidki.
 - Może się zmieścimy… - powiedział James. – Idziesz z nami Remus ?
 - Nie. Zostanę was kryć. – wymigał się Lupin.
 - A ty Peter ? – zapytał przysadzistego kolegę.
Glizdogonowi oczy zabłysły z zachwytu. Pokiwał nerwowo głową  Black chwycił mapę, a Rogacz zarzucił na nich trzech pelerynę i wyszli z dormitorium.
    ~~~~~~~~~                                     ~~~~~~~~~~~                    ~~~~~~~~~
Hej, hej. Łapajcie kolejny rozdział. Myślę że i ten się spodoba :) Miłego czytania :* 
Pozdrawiam
Nadia. 

poniedziałek, 24 lutego 2014

Prolog


Za trzema pagórkami…
Za dwoma rzekami….
Za pięcioma łąkami…..
Za pewnym niezwykłym miasteczkiem….
Gdzie wzrok zwykłych ludzi nie sięgał…
Tętniło życiem….
Nie można nawet tego pojąć….
Inni tajemnice siebie odkrywali krok po kroku…
Inni odkąd nauczyli się chodzić…
Nikt sobie z tego nie zdawał sprawy….
Że gdzieś tam, hen, hen daleko….
Tętniło życiem…
prawdopodobnie za metalową barierką….

    Ok, przejde do rzeczy ….

Co roku, a dokładniej  1 września ten pociąg zawoził setki roześmianych i podnieconych dzieciaków…
W miejsce przepełnione magią….
Lecz….ciiii… nie mówcie  nikomu….bo mugolom nie można takich rzeczy mówić. Oni nie rozumieją, nie wiedzą, nie chcą wierzyć…

Hogwart.
Cztery domy.
Cztery osobowości.
Nie każdy jest słaby. Wierność, sprawiedliwość, prawość. Huffelpuff.
Nie każdy jest zarozumiały. Wiedza, tęgi umysł. Ravenclav.
Nie każdy nie zaznał w życiu miłości. Spryt, przebiegłość, potęga. Slytherin.
Nie każdy jest lojalny. Odwaga, męstwo, szlachetność. Gryffindor.
To nie zależy od otoczenia, domu do jakiego należysz czy opinii.
TO ZALEŻY OD CIEBIE.


Nie musisz dostosowywać się do tych cech. Bądź zawsze sobą. Po prostu usiądź na stołku nałóż Tiarę Przydziału i poczekaj aż krzyknie……

                                            ~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej, tu Nadia :) A to mój nowy post na nowym blogu :D. Mam nadzieję że z chęcią będziecie czytać moje opowiadanie. I myślę że wam się spodoba. Nowe posty dodawać będę co 4-5 dni, to zależy ile będę miała czasu wolnego i od szkoły. To tyle. :) A więc pozdrawiam ♥