~~~~
- GRYFFINDOR!
Dziewczynka o kasztanowych włosach i zielonych oczach
zeskoczyła ze stołka i pobiegła do stołu, oklaskiwana przez Gryfonów.
Odetchnęła z ulgą, że to już minęło. Usiadła koło jednego z pierwszoroczniaków,
którego widziała już wcześniej w pociągu. Ten uśmiechnął się do niej pewnie i
zwrócił wzrok na środek Wielkiej Sali. Najbardziej przerażała ją grupa uczniów
„Ślizgonów” siedzących przy stoliku pod ścianą. Sprawiali wrażenie jakby w
ogóle nie chcieli tu być.
- Cześć !
Zielonooka podskoczyła. Obok niej usiadł chłopak z
rozczochranymi włosami. I jego widziała wcześniej w pociągu. Obdarował ją
szelmowskim uśmiechem i wyciągnął dłoń. Dziewczyna zarumieniła się lekko,
uścisnęła ją i powiedziała :
- Jestem Lily. Lily Evans.
- A ja James Potter. Miło mi cię
poznać. A to mój przyjaciel Syriusz Black.
Wskazał na chłopaka obok.
„ A więc to oni. Ich poznałam w przedziale. I to oni
obrażali Severusa….
- SLYTHERIN !
Chudy i blady chłopiec o tłustych włosach powędrował do
stołu Ślizgonów, patrząc z bólem na Lily.
- Dobrze, że
Smarkerus jest w Slytherinie, co nie Syriusz ? – odezwał się James.
~~~~~~~~
Lily wspominała to co roku 31 sierpnia. Z roku na rok
coraz to bardziej nie nawidziła James’a Pottera. Z roku na rok starała się
nawiązać kontakt z Severusem…..Lecz na darmo…. To koniec…..Koniec…
Śmierciożerca…..Śmierciożerca…Koniec….Czarny Pan…
- Do widzenia,
mamo. Mamo…bo się spóźnię ! – powiedziała Lily na peronie 9 i ¾.
Kobieta nie chciała wypuścić córkę z objęć. Zresztą tak
było co roku, kiedy miała wsiąść do pociągu i zniknąć z domu na dziesięć
miesięcy.
- Skarbie…ale
pamiętaj, ucz się pilnie i zdaj wszystkie te…owu…coś tam..
- Owutemy ! Owutemy,
mamo ! – poprawiła ją zielonooka.
- No… jak tam
mówią… Wierzę w ciebie….
- Muszę już iść.
–i zwróciła się do swojej starszej siostry, Petunii. – Do widzenia Petunio. Do
zobaczenia tato.
Oddaliła się, machając jeszcze do rodziców i siostry.
Kiedy na kogoś wpadła.
- Co tak lecisz ?
Był to James Potter. W pośpiechu zmierzwił sobie jeszcze
bardziej włosy. Hm… wyprzystojniał…. Za nim jego „paczka” czyli Syriusz Black,
Remus Lupin i Peter Pettingrew, szczerzyli zęby, chociaż nie…tylko Syriusz.
- Pomóc ci z
kufrem ? – już sięgał po jej rzeczy, gdy rzekła obojętnym tonem :
- Ee…Dobrze.
- Chodź stary,
zaraz pozajmują najlepsze przedziały. – odezwał się Black.
- Sami idźcie ja
was później znajdę. – odgonił przyjaciół i został sam z Lily, która teraz
usiłowała podnieść swój kufer.
James pomógł jej wpakować bagaż, oparł się o drzwi z zawadiackim
uśmiechem.
-Na co czekasz ?–
spojrzała mu w czekoladowe oczy z ciekawością.
-Tak sobie
pomyślałem…umówisz się ze mną ?
- Och.. Proszę cię
daj mi spokój. – odpowiedziała, rumieniąc się.
- Spokoju ci nie
dam. – zaśmiał się cicho i odszedł.
Lily tylko westchnęła. I tak było zawsze, dokładniej od
drugiego roku. Podchodził do niej z głupawym uśmieszkiem i pytał, czy nie pomóc
ci z kufrem.
Szybko znalazła przedział, gdzie siedziały jej najlepsze
koleżanki.
Amanda Stradlin, dziewczyna o blond włosach, ziemistej
cerze, lekko przy kości. Bardzo się lubiły już od pierwszego roku. Alicja Foster niska, szczupła szatynka. Poznały się na drugim roku.
- Hej, Lily. –
przywitała ją Amanda. – Znowu Potter cie zaczepił ?
Zielonooka pokiwała głową i opadła na siedzenie.
- Czego znów
chciał ? – zapytała Alicja.
- No, a czego się
można po nim spodziewać. – wtrąciła Amada.
Poczuły dygotanie pod stopami i pociąg ruszył ze stacji.
Lily spojrzała w okno, ale nie znalazła swoich rodziców i Petunii.
Zaczynała siódmy rok… to czas by przeżyć niezapomniane
chwile…już czas…
Gdy nastał wieczór, przyjaciółki przebrały się w szaty
szkolne. Po czym wyszły z wagonu na korytarz, przepełniony innymi uczniami.
Kiedy pociąg się zatrzymał wszystkie trzy wyskoczyły na stację w Hogsmeade.
- Lily, Potter się
na ciebie patrzy. – szturchnęła ją Gabriel Johnson, koleżanka, z którą dzieliła
dormitorium.
Zielonooka zerknęła w jego stronę. James odruchowo przeczesał
palcami włosy i puścił oczko. Dziewczyna udała, że ją to nie interesuje, ale
zaśmiała się w duchu i spuściła wzrok.
- Nie mów, że ci
się podoba… - powiedziała Amanda.
- No…ładny jest… -
wyznała Evans z zamieszaniem.
Kiedy napełnili
brzuchy Lily, jako prefekt naczelny odprowadziła pierwszoroczniaków do wieży
Gryffindoru wraz z Frankiem Longbottomem. Przeprowadzili ich przez portret w
ścianie i usłyszeli zduszone okrzyki młodszych uczniów. Królowały tam barwy
czerwieni oraz złota. Wygodne fotele przy kominku, niewielka biblioteczka,
portret Godryka Gryffindora… Frank
wskazał im dormitoria dziewcząt i chłopców, po czym rozeszli się. Lily pomknęła
do swojej sypialni, którą dzieliła z Amandą, Alicją i Gabriel Johnson.
Przebrała się, porwała jakąś książkę i wybiegła do pokoju wspólnego. Zajęła
sobie kanapę przy kominku, wyciągnęła się na niej i zagłębiła się w lekturze.
- Nawet lekcje się
nie zaczęły, a ty się uczysz ?
Podniosła głowę znad książki. No tak, James Potter.
- Co ci do tego ?
– spytała oschle, lecz to nie wystarczyło by go spławić.
- Mogę tu usiąść ?
– wskazał na miejsce obok niej.
- Dlaczego pytasz
? – opowiedziała pytaniem na pytanie.
- Bo jak w tamtym
roku usiadłem koło ciebie zaczęłaś na mnie wrzeszczeć.
- Przeszkadzałeś
mi w odrabianiu pracy domowej. – odparła z pretensją.
James zaśmiał się cicho i usiadł. Ni z tąd, ni z owąd
wyjął pióro i pergamin i zaczął coś skrobać. Lily ukradkiem zerkała na niego.
Tak ją denerwował, a tak pociągał, ale nie da tego po sobie poznać i nigdy nie
umówi się z nim. Tak właściwie to zapomniała dlaczego go nie znosi…. Myśli o
Severusie przyszły nieoczekiwanie, jak on mógł ją tak traktować, kiedyś nawet
nazwał ją „szlamą”. Zabolało, bardzo.
- Co mi się tak
przyglądasz ? – spytał James, rozbawiony.
- Yy…. Wcale się
na ciebie nie patrze. – skłamała, czerwona na policzkach. – Wiesz co ci powiem.
Jak nie jesteś z tą swoją „paczką” to jesteś całkiem do zniesienia.
James po raz wtóry dostał w jej obecności ataku paniki.
Oderwał kawałek pergaminu i naskrobał na nim coś. Zwinął papierek. Wstał z
kanapy i jednym ruchem włożył liścik pomiędzy strony książki, którą czytała
Lily. Nim zielonooka się zorientowała, Potter czmychnął do swojego dormitorium.
Rozwinęła
papierek, spojrzała na szerokie i pochyłe pismo, gdzie było napisane :
Umówisz się ze mną ?
Długo nie mogła oderwać wzroku od zwitku pergaminu. To
było takie urocze, ale nie przestawała sobie wmawiać, że się z nim nigdy nie
umówi. Włożyła liścik tam gdzie skończyła czytać. Wstała z kanapy i pobiegła do
swojego dormitorium.
James wpadł cały w
nerwach do sypialni, którą dzielił z Syriuszem, Remusem i Peterem. Łapa siedział przy stoliku z piórem w ręce,
główkując nad czymś. Lunatyk z Glizdogonem obok niego.
- No i jak ?
Zgodziła się ? – zapytał Syriusz, podnosząc głowę znad pergaminu.
- Nie
wiem…uciekłem. – wyznał zawstydzony.
- A dałeś chociaż
jej liścik ? – znów spytał wyraźnie rozczarowany postawą przyjaciela.
- No tak.
Podszedł do stolika, przy którym wszyscy trzej siedzieli.
Zajął miejsce koło Syriusza.
- Nie wiem, gdzie
umieścić pokój nauczycielski….no i ten gabinet Filtcha….- mruknął Łapa.
- Troche
zgłodniałem. – burknął James.
- No to jak ?
Wyprawa do kuchni ? – zapytał uradowany Syriusz.
Potter zaśmiał się co oznaczało : tak. Wstał od stołu,
podszedł do swojego łóżka i otworzył kufer. Pogrzebał w nim, aż w końcu znalazł
to czego szukał… Peleryny- Niewidki.
- Może się
zmieścimy… - powiedział James. – Idziesz z nami Remus ?
- Nie. Zostanę was
kryć. – wymigał się Lupin.
- A ty Peter ? –
zapytał przysadzistego kolegę.
Glizdogonowi oczy zabłysły z zachwytu. Pokiwał nerwowo głową Black chwycił mapę, a
Rogacz zarzucił na nich trzech pelerynę i wyszli z dormitorium.
~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~
Hej, hej. Łapajcie kolejny rozdział. Myślę że i ten się spodoba :) Miłego czytania :*
Pozdrawiam
Nadia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz